foto:Andrzej John
 
 
MARIA MEYER w opinii krytyków


EVITA

Niewątpliwą triumfatorką wieczoru była Maria Meyer. Silna osobowość, znakomite aktorstwo
i zachwycające śpiewanie to jej podstawowe cechy. Mogę do tego jeszcze dodać rzadką przy wykonywaniu głównej roli umiejętność „niewybiegania przed orkiestrę”.
(Michał Lenarciński - „Evita wiecznie żywa”, Łódź, 14.12.1994)

Meyer nosi się wysoko, tańczy równo z baletem, doskonale czuje swoje ciało na scenie, a jej możliwości wokalne są ograniczone tylko sprzętem nagłaśniającym.
(Roman Pawłowski - „Kopciuszek z Buenos”, Gazeta Wyborcza, 15.12.1994)

Meyer znakomicie śpiewa i konsekwentnie prowadzi rolę (...)
(Tomasz Konina - „Requiem dla Ewy Peron”, Teatr nr 2
z 1995)


Maria Meyer ma wszystko - głos, muzykalność, urodę i talent aktorski.
(Jacek Bukowski - „Dwa oblicza rozrywki”, Przegląd Tygodniowy, 17.03.1995)

Na gwiazdorstwo pozwolić sobie może odtwórczyni głównej roli (Maria Meyer), i Evita rzeczywiście jest gwiazdą. Znakomicie radzi sobie z trudną partią, wzrusza śpiewając przebój „Nie żegnaj mnie, Argentyno”.
(Iwona Ławecka - „Musical i jego chorzowski cień”, Życie Warszawy, 1.03.1995)

Evita z Chorzowa - sukces Marii Meyer. (...) Niewątpliwym wielkim plusem chorzowskiej „Evity” jest świetna Maria Meyer w roli tytułowej. Znakomita wokalnie i aktorsko, jest gwiazdą, dla której warto przedstawienie obejrzeć.
(Lucjan Kydryński - „Kurier Warszawski”, Przekrój, 9.04.1995)

Pochwała profesjonalizmu. (...) Maria Meyer to autentyczna musicalowa gwiazda, mająca świadomość, iż w tym gatunku śpiew jest naturalnym środkiem porozumiewania się, taniec zaś formą poruszania się po scenie. Zrozumienie tych zasad jest dowodem wysokiej klasy profesjonalizmu.
(Jacek Marczyński - „Evita”, Rzeczpospolita, 1.03.1995)

Wspaniały głos, wielka muzykalność, wyrazista interpretacja, ogromna inteligencja
i dorównujący tym cechom talent - z jakąż przyjemnością słuchało się jej, a także oglądało niewątpliwą gwiazdę Teatru Rozrywki
w Chorzowie! Całe przedstawienie przygotowano i zbudowano jakby specjalnie dla niej.
(Dariusz Michalski - „Evita i kwita”, Nowa Europa, 17.03.1995)

(...) Stworzyła doskonałą kreację, umiejętnie łącząc aktorstwo ze znakomitym śpiewem
i tańcem.
W Teatrze Dramatycznym zebrała się cała śmietanka kulturalna i tak długo biła brawo Marii Meyer, aż ubiła z niej gwiazdę sezonu. Nawet wymagająca Zdzisława Sośnicka (pierwsza polska wykonawczyni legendarnego songu Evity - „Nie czekaj mnie w Argentynie”) nie szczędziła śląskiej aktorce aplauzu.
(Tomasz Raczek - „Ekran osobisty”, Wprost, 19.03.1995)

Maria Meyer śpiewa Evitę jak anioł. I wygląda jak anioł. (...) Jak to miło stwierdzić, że
w Chorzowie wyrosła nam prawdziwa, wielka musicalowa gwiazda. Aktorka z pięknym głosem, który umie władać swobodnie
i niezawodnie, o szerokim emploi od komedii do dramatu, z gestem, ruchem, wdziękiem
i klasą. No i śliczna kobieta.
(Bożena Winnicka - „Jak oni to robią”, Wiadomości Kulturalne nr 4 z 1995)

(...) w roli Evity, Maria Meyer, aktorka Teatru Rozrywki w Chorzowie (a niegdyś laureatka konkursów poezji śpiewanej) stworzyła kreację życiową.
(Jacek Sieradzki - „Święto”, Polityka, 7.01.1995)

Jeśli nawet Bernard Hanaoka zachowywał po premierze japoński spokój, to pospektaklowe uklęknięcie przed Marią Meyer samej... Haliny Gryglaszewskiej czy Emilli Krakowskiej stwierdzenie wobec młodszej chorzowskiej koleżanki - Jest nie tylko wspaniałą aktorką, ale po prostu i prawdziwą gwiazdą. Jest nią, bo tylko w takim zespole rodzi się gwiazda - mówią za siebie. Maria Meyer zaimponowała tyle wokalnie co i znakomitym ujęciem roli postaci.
(Marek Skocza - „Wiva Maria!”, Dziennik Zachodni, 13.12.1994)

Jaką trzeba być rasową aktorzycą, aby z granej od roku Evity wskoczyć w Aldonzę - Dulcyneę.
A Maria Meyer zrobiła to świetnie.
(Marta Fox - z cyklu „Listy spod kapelusza”, Śląsk nr 4 z 1997)


CZŁOWIEK Z LA MANCHY

Maria Meyer w roli Aldonzy była rewelacyjna.
Bo to gwiazda, która świeci własnym, mocnym, oryginalnym światłem. Inne teatry mogą jej pozazdrościć dyrektorowi, Dariuszowi Miłkowskiemu.
(„Autodafe nie będzie...”, Kurier Lubelski, 16.06.1997)

Różnice między wulgarną, krzykliwą, pełną temperamentu Aldonzą a wrażliwą, subtelną
i zakochaną w rycerzu smętnego oblicza Dulcyneą pozwoliły Marii Meyer na zaprezentowanie pełni swoich aktorskich możliwości .
(Bogdan Widera - „Sięgać gwiazd”, Śląsk, 2.05.1997)

(Reżyser) w znakomitej Marii Meyer dostrzegł możliwość łagodnego przejścia od ostrej jak brzytwa Aldonzy do cichego zdziwienia Dulcynei.
(Paweł Głowacki - „Łapka na szare myszy”, Teatr, 10.1997)

Prawda chorzowskiego „Człowieka z La Manchy” nie przemawia tam, gdzie jest widowisko, ale tam, gdzie jest teatr, gdzie mamy do czynienia z kreacją Marii Meyer jako Aldonzy.
(Jerzy Piekarczyk - „Szaleniec z La Manchy”, Przekrój, 25.05.1997)


MARIA MEYER ŚPIEWA BRELA

Maria Meyer wskrzesiła teatr Brela i to perfekcyjnie, bez ułatwień i we własnym stylu. Wypełnia go piosenka, tylko ona, bez podpórek konwersacyjnych i wytchnienia dla aktorki oraz jej muzycznego sekstetu. (...) Uśmiechnięta i uczuciowo zjednoczona z melodią, w każdej piosence jest inna - sentymentalna lub pełna sarkazmu, rozmarzona lub rozgoryczona. Wrażliwa.
(Irena T. Sławińska - „Brel u Meyerki”, Trybuna Śląska)

Żeby dobrze połączyć recital z teatrem, trzeba nie tylko wyczucia estrady, ale i sceny. Czasami jednak to się udaje. Przedstawienie „Jestem znów”, na które złożyło się kilkanaście piosenek Jacquesa Brela wykonywanych przez Marię Meyer, właśnie tego dowodzi. (...) Recital, rzadko się zdarza, przybrał czysto teatralną formę. To prawdziwy spektakl, choć bardzo skromny i kameralny.
(Dorota Mrówka - „Jestem znów w sam raz”, Gazeta Wyborcza)

Otrzymaliśmy przedstawienie przygotowane solennie, z olbrzymią muzyczną kulturą
i szlachetną powściągliwością środków inscenizacyjnych. Reżyser eksponuje w nim nie siebie - i wzorem zdecydowanej większości innych polskich inscenizatorów - własne faneberie, lecz osobowość wykonawczyni. (...) Znane przeboje „Nie opuszczaj mnie” czy „Jestem znów” najzwyczajniej
w świecie wzruszały. Wspaniale rozegrana została piosenka „Ponieważ ślub nasz jutro już”, w której Opalski wprowadził głos Jacquesa Brela w lirycznej konwersacji z Marią Meyer.
(Janusz R. Kowalczyk - „Sprostać legendzie”, Rzeczpospolita)

Reżyser Jóżef Opalski ułożył piosenki Brela tak, by liryzm dopełniał dramatyzmu tekstu,
a przygnębienie wywołane historią „Starych ludzi” kontrastowało z gorzkim dowcipem „Arii do głupoty”, zaśpiewanej jako parodia operowej konwencji. Pod jego ręką każda z piosenek staje się osobnym teatrem, w którym na plan pierwszy wysuwa się prawda uczuć, nie raz drapieżna, bolesna, ale zawsze autentyczna...
(Magda Huzarska-Szumiec - „Sukces, sława, samotność”, Gazeta Krakowska)


CABARET

Brawurowy i przede wszystkim mądry to spektakl. Dlatego zdołał przebić się przez filmową wizję Boba Fosse'a. Sally Bowles jest tu kreacją Marii Meyer a nie powtórką z Lizy Minneli...
(Marek Skocza - „Bez Lizy, a wyszło”, Dziennik zachodni, 23.09.1992)


THE ROCKY RORROR SHOW

Gwiazdą jest tu muzyka i nasz zwariowany świat unurzany w kiczu, horrorze i seksie. (...) A do tego Maria Meyer, największa gwiazda polskiej sceny musicalowej...
(„Super Horror Show”, Kobieta i Styl, 04.2000)

Po raz kolejny wielką klasę pokazała chorzowska Evita, czyli Maria Meyer. Tym razem wcielając się w postać demonicznej pokojówki Magenty ujawniła także talenty komediowe.
(Jan Bończa-Szabłowski - „Trans
z transwestytą”, Rzeczpospolita, 10-1.11.1999)


Brawurowy duet tworzą Maria Meyer, jako iście demoniczna pokojówka („Science Fiction” śpiewająca z zadziornością i i temperamentem Tiny Turner) i Dariusz Kordek, gościnnie grający służącego...
(Marek Skocza - „Horror Show”, Dziennik Zachodni, 24.06.1999)


JESUS CHRIST SUPRESTAR

Wzruszająca i pełna prostoty jest Maria Magdalena w wykonaniu Marii Meyer. Gwiazda chorzowskiego ansamblu zagrała kobietę po przejściach, która pod wpływem miłości Chrystusa odzyskuje wiarę w potęgę dobra
i sens życia.
(Jan Bończa-Szabłowski - „Gwiazda gwiazd”, Rzeczpospolita, 4.05.2000)

Maria Magdalena (Maria Meyer) wzrusza ciepłem i mądrością, kiedy jako jedyna troszczy się
o Chrystusa.
(Jolanta Król - „Jezus w Chorzowie”, Goniec Górnośląski, 05. 2000)

Najnowszy, złożony z piosenek Hanki Ordonówny, spektakl Marii Meyer to wielka kreacja tej uznawanej za najwybitniejszą polską aktorkę musicalową artystki....
(Danuta Lubina-Cipińska - „Wyśpiewana miłość”, Rzeczpospolita, 8.04.2002)


ORDONKA. MIŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYBACZY

Spektakl „Ordonka” dostarcza widzom wielu emocji - jest czas ma śmiech, na zadumę, ale i na wzruszenie. Nie ma natomiast czasu na nudę. Maria Meyer, świetna aktorka musicalowa, tworząca pod szyldem Ma Scala - Teatr Marii Meyer, skonstruowała spektakl znakomicie... 
(Marcin Mońka - „ Baloniki w publikę”, Gazeta Wyborcza, 8.04.2002)

Niezwykle wyrazista i pełna energii zaskakuje kolejnymi wcieleniami - bawi, odśpiewując Pierwszy znak do miotły, uwodzi przewrotnym wykonaniem Ja muszę mieć amantów trzech, wreszcie wzrusza Majn Jidisze Mame. Wszystko perfekcyjnie dopracowane...
(„Ordonka znowu czaruje”, Wprost, 15.04.2002)

To mógłby być wieczór Milvy albo Teresy Stratas. Taki - na europejskim poziomie -
w Chorzowie daje Maria Meyer, śpiewając stare piosenki Hanki Ordonówny...
(Marek Skocza - „Wyśpiewane życie”, Dziennik Zachodni, 29.04.2002)

Przedstawienie było wzruszające. Jeden ze starszych widzów powiedział reporterowi „Dziennika Polskiego” krótko - Jak Ordonka. To chyba najlepsza z możliwych recenzji dla tego widowiska.
(PG - „Jak Hanka Ordonówna...”, Dziennik Polski, 27.08.2003)


JA, JOSEPHINE

...Muzyczna strona spektaklu jest największą jego atrakcją. Ciekawe aranżacje starych przebojów, muzyka grana na żywo, intrepretacja piosenek oraz mocny i czysty głos Marii Meyer niewątpliwie są najsilniejszą stroną tej realizacji. To właśnie wtedy czuć autentyczne emocje, można także w pełni docenić wokalne możliwości aktorki.
(Dorota Mrówka - „Bez bananowej spódniczki”, Gazeta Wyborcza, 10.02.2003)

Maria Meyer śpiewa cudownie. Piosenki w jej intrepretacji porywają. Wyciska na nich głęboko piętno własnej, silnej osobowości artystycznej. Nie próbuje nikogo nasladować. To ona jest tu wielką gwiazdą. Jej ekspresja podbija serca słuchaczy. Pomaga jej w tym znakomita aranżacja piosenek i świetny zespół muzyczny.
(Regina Gowarzewska-Griessgraber - „Wyśpiewane życie”, Trybuna Śląska, 10.02.2003)

Finał jest pełnym triumfem. Wtedy rozświetla się scena, a u szczytu schodów staje w sztafażu strusich piór i zwiewnych jedwabiów najprawdziwsza rewiowa gwiazda, by wyśpiewać hymn radości życia i po królewsku odebrać hołdy należne legendzie swej bohaterki i własnemu talentowi.
(Danuta Lubina-Cipińska - „Życie na rewiowych schodach”, Rzeczpospolita, 12.02.2003)


KRZYK wg Jacka Kaczmarskiego

(...)Każdy z aktorów, interpretując słowa Kaczmarskiego, stworzył odrębną historię - barwny element w kalejdoskopie całego przedstawienia. Jednak największe wrażenie pozostawiły po sobie min., Maria Meyer (Aleksandra Czapla - „Ogromna siła”,Gazeta Wyborcza, 22.11.2004)

POMALU, A JESZCZE RAZ!

(...)Maria Meyer i Elżbieta Okupska stworzyły postacie bardzo wyraziste, budując kreacje na kontraście charakterów i temperamentów. (Franciszek Prochaska - „Piętrowa zabawa”, Śląsk, 23.10.2006)
(...)Dla mnie odkryciem w tym spektaklu jest Maria Meyer. To że jest gwiazdą musicalu wiemy wszyscy, to że znakomicie śpiewa wiem również, ale to, że jest fantastyczną aktorką komediową dowiedzieliśmy się dopiero od Słowaka. Idzcie do Teatru Rozrywki. Warto. (Euro 25, 10.06.2006)

CANTERVILLE GHOST

(...)W wyborowych komediowych wcieleniach zaprezentowali się Maria Meyer (Lucretia Otis) i Jacenty Jędrusik (Frank Otis)
(Regina Gowarzewska-Griessgraber - „Gwiazdy nie zawiodły”, Dziennik Zachodni, 11.08.1996)

TERAPIA JONASZA

(...)Maria Meyer, jako demoniczna dentystka-erotyczna sadystka, trafia w swoją postać bez pudła. Seks po prostu wcielony. (Henryka Wach-Malicka -„Terapia banałem?”, Dziennik Zachodni, 27.04.2007)


NIE ŻAŁUJĘ. Kobieta w kabarecie polskim.

(...)Maria Meyer zaprasza publiczność - nie tylko wielbicieli kabaretu - na muzyczną wędrówkę przez ponad pół wieku satyrycznych manifestacji kobiecości (...)
Pierwiastki żeńskie w prezentowanych przez Meyer utworach to prawdziwy kalejdoskop, przeglšd życiowych ról i wcieleń kobiety: są tu panie ciężko doświadczone przez los, zniechęcone czy zrozpaczone, są radosne młode dziewczyny, są uwodzicielki, masochistki, podstarzałe kurtyzany, odrzucone mężatki, kokietki i złaknione pieszczot stare panny (...)
Kolejne przemiany podkreśla Meyer strojem - długa balowa suknia w kolorze czerwonego wina plus białe futro, klasyczna mała czarna, płaszcz i czerwona apaszka lub szeroka pasiasta spódnica za kolano - do tego szale, sweterki, koszule, kapelusze czy chusty. Cały zestaw rekwizytów, mieszczących się na małym stoliczku: torebki, szminka, słuchawka telefonu, karafka z "wódką", kubek, ramka ze zdjęciem - wszystko to tworzy podstawę do interpretacji utworów (...)
Piosenki z recitalu były jak stworzone dla Meyer, która z zadaniem wydobycia z nich komicznej i lirycznej głębi poradziła sobie wyśmienicie. Sięgając po szlagiery z dwudziestolecia międzywojennego bije na głowę te współczesne piosenkarki "kabaretowe", które w latach 90. ubiegłego już wieku próbowały odświeżać repertuar Ordonki czy Żuli Pogorzelskiej. Recenzenci w pierwszej połowie XX wieku zachwycali się ekspresją wykonania tekstów Własta - gdyby ujrzeli i usłyszeli wersje Meyer, okrzyknęliby ją z pewnoœciš gwiazdą największego formatu (...)
Maria Meyer łączy aktorskie wykonanie piosenki, mimikę twarzy, drobne choć wiele znaczące gesty i piękny, mocny głos (...)
Artystka potrafi nawiązać kontakt z odbiorcami, co w przypadku songów satyrycznych ma niebagatelne znaczenie. Meyer nie powiela dawnych realizacji poszczególnych piosenek, nadaje im rys indywidualności, nie przyćmiewa jednak pierwszych wersji, a uzupełnia je i ulepsza z ogromnym wyczuciem. Nie stara się być Ordonką, polską Mistinguett czy Kaliną Jędrusik, wyznacza nową wartość estradowych dzieł (...)
Propozycja Ma Scali - Teatru Marii Meyer - pozwala unieśmiertelnić najcenniejsze muzyczne osiągnięcia polskiego kabaretu, przybliżyć kolejnym pokoleniom urok minionych szlagierów, wzruszyć i zachwycić trafnością spostrzeżeń auto-rów-satyryków. Wartościowe teksty wzbogacone przez genialne wykonanie Marii Meyer - recital "Nie żałuję... "wart jest uwagi. (...)
( Izabela Mikrut-„Słaba płeć??”, Śląsk nr 2/02.2008